Stany Zjednoczone znajdują się pod nieustanną obserwacją. W Europie, Azji, a nawet w obrębie własnych granic, Ameryka stała się globalną tarczą do gry w rzutki – krytykowana, skreślana, wyśmiewana za „przestarzałe chrześcijaństwo”. Nagłówki gazet twierdzą, że jest rozbita na kawałki bez możliwości naprawy, ale oto, czego wiadomości nigdy nie powiedzą: chrześcijanie na wrogich terytoriach modlą się za Stany Zjednoczone, a nie przeciwko nim, ze łzami miłości do amerykańskich wiernych.
Byłem w Makau, aby wspierać liderów rynku z całej Azji, kiedy zobaczyłem ich przybycie – fala za falą wierzących przekraczających granicę z Chin kontynentalnych. Najliczniejsza grupa. Bez kamer. Bez fanfar. Tylko profesjonaliści z niezachwianą determinacją w oczach. Poruszali się z cichą pewnością siebie ludzi, którzy już umarli dla siebie. Nie chodzili jak turyści. Chodzili jak wysłannicy Królestwa, którego żaden reżim nie może autoryzować, a żadna partia nie może go powstrzymać. Kiedy skończyłem nauczać, jedna z nich podeszła do mnie. Nazwę ją „Edith”. Od ponad dekady trudzi się w posłudze na rynku, mentorując kadrę zarządzającą, ucząc kobiety i budując kościół za zamkniętymi drzwiami. Ścisnęła moje dłonie, a w jej oczach już pojawiały się łzy. „Patrzymy na Amerykę” – powiedziała. „Aby nadal śmiało iść za Chrystusem”. Potem padło zdanie, które mnie przestawiło: „Proszę, powiedz im, że nie jesteśmy ich wrogami. Powiedz Amerykanom, że ich kochamy. Rząd tutaj nie mówi w naszym imieniu”.
Nie skończyła. I w sposób, który zaniepokoiłby elity kulturalne, powiedziała mi, że kocha obecny rząd USA – za publiczne modlitwy, za wypowiadanie imienia Jezusa bez przeprosin, za to, że nie traktuje wiary jak ciężaru. „Taka jasność umysłu” – wyszeptała – „dodaje nam odwagi”.
Nie mówiła o polityce. Mówiła o więzach krwi.
Wiadomości podążają za narodami. Niebo podąża za uczniami. A historia jest pisana poprzez rodzinę, o której nagłówki gazet nawet nie wspominają.
Kilka miesięcy później byłem w Ho Chi Minh w Wietnamie, kolejnym komunistycznym kraju. Miejscu, gdzie wiara jest kontrolowana, a nie celebrowana. A jednak znowu tam była. Życie. Pod ziemią. Wznoszące się niczym źdźbło zieleni przebijające się przez beton. Miejscowy lekarz zaprowadził mnie bocznymi uliczkami do miejsca, które jest teraz pierwszą chrześcijańską księgarnią w kraju. Żadnego brandingu. Żadnego biznesplanu. Tylko światło płonące cicho w miejscu, gdzie ciemność jest tańsza. W tylnym pokoju znalazłem ścianę niebieskich segregatorów. Jeden z nich z czterema literami napisanymi długopisem: CBMCNasza posługa na rynku. Ukryta. Zachowana jako część chrześcijańskiej historii Wietnamu. Z szacunkiem strzeżona. To nie było biuro. To było archiwum wierności Boga – aby świadectwo nie umarło. Nasza była tylko jednym segregatorem, ale pełnym owoców: właściciele firm udzielający nauk inżynierom, prezesi mentorujący założycieli przed dniem premiery, modlitwa szeptana nad arkuszami kalkulacyjnymi przed godzinami otwarcia.
Od Ho Chi Minha po Hanoi, Ewangelia niosła się przez łańcuchy dostaw i korytarze startupów. Ekonomia stała się korytem rzeki odrodzenia. Ten sam system komercyjny, którym wróg tak usilnie starał się nas zniewolić, stał się narzędziem, którym Chrystus wkracza tam, gdzie kaznodzieje nigdy nie dotrą.
To właśnie wielu amerykańskich chrześcijan wciąż nie dostrzega: istnieje ogromny, promienny, globalny Kościół, który porusza się pod murami granicznymi, budowanymi przez politykę i nagłówki wiadomości. Miliony wierzących, żyjących pod rządami reżimów, które publicznie przeklinają Stany Zjednoczone, nie postrzegają Amerykanów jako wrogów. Postrzegają was jako członków Twojej rodziny. Krewni. Ten sam Duch. Ten sam Zbawiciel. Ta sama przyszłość. Nie zazdroszczą amerykańskiej wolności. Modlą się, żebyś jej nie zmarnował. Twój wewnętrzny chaos ich nie gorszy. Wypatrują twojej odwagi. Patrzyłem prosto w oczy wierzących z pokolenia Z na całym świecie – i obiecuję ci – gdyby moje dzieci siedziały przy ich stołach, czy to w Szanghaju, czy w Moskwie, nie czułyby żadnych tarć. Tylko rodzinę. Ich prośba – raz po raz – nigdy nie dotyczy ochrony. Nigdy pieniędzy. „Powiedz im, że nie jesteśmy ich wrogami. Powiedz im, że ich kochamy”.
To nie jest wezwanie do naiwności w kwestii globalnych zagrożeń. Zło jest realne. Reżimy prześladują. Ale rządy nie są tym samym co ludzie. A ludzie nie są tym samym co lud Boży. To nie jest jakaś krucha resztka, kurczowo trzymająca się przetrwania. To nie jest wymierająca mniejszość, znikająca z historii. To największa, nieopisana rzeczywistość naszych czasów. Istnieje żywy Kościół w miejscach, o których słyszymy tylko w kontekście kryzysu – i są oni bardziej świadomi, bardziej wierni i pełni miłości do Ameryki, niż jesteśmy gotowi uwierzyć.
Jeśli więc jesteś wierzącym w Stanach Zjednoczonych, podnieś oczy. Twoja wiara została zauważona. Twoja śmiałość – jeśli jest prawdziwa – już wzmacnia kościoły, których nigdy nie zobaczysz. Twojej wolności nikt nie zazdrości; ktoś się o nią wstawia. Nie jesteś osamotniony. Nie jesteś ostatnim, który trzyma linię. Jesteś częścią ryczącej rodziny, którą niebo utkało na ziemi. A ta rodzina porusza się – przez lotniska i sale konferencyjne, szlaki eksportowe i korytarze technologiczne – głosząc Chrystusa tam, gdzie kaznodzieje się nie mieszczą, ale ich głos brzmi prawdziwie.
Edith nie prosiła o współczucie. Prosiła o solidarność. Prosiła nas, abyśmy jasno zobaczyli; abyśmy pamiętali to, czego wiadomości odmawiają. „Powiedzcie im, że nie jesteśmy ich wrogami”. Ja też. Bo ciało i krew nie są tak podzielone jak rządy. Kościół nie jest taki mały, jak się wydaje.
I pomimo wszechobecnej kultury, Królestwu wiedzie się całkiem nieźle.
Oryginalny post znaleziono tutaj: https://www.christianpost.com/voices/the-underground-church-has-a-message-for-america.html
Christopher C. Simpson jest prezesem i dyrektorem generalnym CBMC International, chrześcijańska organizacja charytatywna założona w Stanach Zjednoczonych w 1930 roku, która obecnie przygotowuje liderów biznesu i profesjonalistów do szerzenia ewangelii w ponad 90 krajach. Były oficer Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych i emerytowany starszy agent specjalny Secret Service, przemawiał w ponad 40 krajach na temat wiary i przywództwa w przestrzeni publicznej.


